niedziela, 31 maja 2015

Podsumowanie maja 2015

To był kolejny piękny miesiąc w historii mojego biegania. Jeden z najlepszych bezdyskusyjnie. Kilometraż... bo od tego zaczyna "pan statystyka" ,jak mnie nazywa żona, był ciut lepszy niż dobry - 220 km. Fakt że to 100 km mniej niż w zeszłym miesiącu ale maj miał przede wszystkim dawać profity z ciężkiej kwietniowej pracy. No i dał konkretne dwa rekordy życiowe.
Po starcie w maratonie nie planowałem dłuższego odpoczynku, ale praca, obowiązki i zbieg wydarzeń spowodował, że straciłem trochę impetu w nabijaniu dystansu. Po niedzielnym starcie 17 maja miałem 3 dni przerwy i dopiero w czwartej wybrałem się na szybsze 16,34 km w tempie 4:15 żeby się trochę rozruszać. Potem kolejne 4 dni (tak więc pierwszy od bardzo dawna tydzień tylko z jednym treningiem) i 14,74 km w tempie 4:32. Czułem lekką niemoc w nogach, zadyszkę trochę większą niż zwykle i taką...nieświeżość w nogach. Postanowiłem jednak odbudować trochę statystyki majowe i po wtorkowej przerwie, w środę pobiegałem kolejne 15,12 km (tempo 4:22) a już w czwartek 14,13 km (tempo 4:36).
Dziś zakończyłem natomiast miesiąc dość pozytywnie siedemnastoma kilometrami w narastającym tempie. Zacząłem od 4:46 a skończyłem na 4:03. Wszystkie te treningi oprócz ostatniego to bardziej obowiązkowy rozruch niż wielka przyjemność. Dopiero dzisiejszy zapowiada  mam nadzieję, poprawę. Bardzo na to liczę, bo czuję się obecnie trochę bez formy. Wiem że teoretycznie nie można być w pełni sił przez cały czas, ale ja nie lubię takich spadków i chciałbym dobrą kondycję i wyniki podtrzymywać jak najdłużej. Dziś zauważyłem powrót do lepszego biegania, kiedy to nie męczę się zbytnio a nogi same mimowolnie przyspieszają. Fajnie!
Tak jak i fajny był cały maj. 12 treningów biegowych + jeden crossfitowy to może nie za wiele, ale każde wyjście z domu trwało co najmniej godzinę, często przedłużoną o kilka minut, no i ponad 42 km w maratonie też zrobiły swoje. Tak więc dystans łączny jak najbardziej pozytywny. Udało się pobić życiówkę w półmaratonie. Co prawda nieoficjalną, bo bez chipa, ale jednak. W końcu zszedłem poniżej 1:30 na tym dystansie i uzyskałem 1:26:06. Czas tej próby też był trafiony, bo zrobiłem to równo 2 tygodnie przed maratonem. No a maraton to kolejna życiówka. W zasadzie to nie mogło być inaczej, bo pierwszy raz w życiu przebiegłem taką odległość. W międzyczasie wystartowałem jeszcze w Biegu Europejskim gdzie na wynik też nie mogę narzekać. Tak więc te moje stukanie kilometrów w kwietniu przyniosło jednak efekty. Był taki czas w tym miesiącu, kiedy czułem się naprawdę mocny i teraz, po chwilowym "odciśnieniowaniu" się chcę wrócić do takiego stanu. Jak to zrobić? Mam taki niecny plan, że po prostu zakładam strój do biegania i śmigam gdzie nogi poniosą i to chcę robić jak najczęściej. Dotychczas ta strategia nigdy mnie nie zawiodła :)

3 komentarze: